
Wreszcie post o jedzeniu. Uwielbiam gotować i uwielbiam mówić o jedzeniu. I oglądać jedzenie. I ogólnie jeść też.
Mniej więcej od piątego roku życia w każde ferie jeżdżę z dużą grupą na narty (rodzice, znajomi rodziców, dzieci znajomych rodziców i te sprawy) w Alpy. Zazwyczaj jest to Austria, ale dwa razy udało mi się zawitać we Włoszech (Włoch w najbliższym czasie zobaczysz sporo, bo właśnie stamtąd wróciłam i na pewno opowiem o tym więcej). Na początku narciarskiej kariery w ciągu dnia żywiliśmy się kanapkami, a ciepłe obiady zjadaliśmy w domu, ale już po paru latach przerzuciliśmy się na jedzenie na stoku. Dla mnie to idealna opcja, bo mogę się porządnie rozgrzać, a na dodatek wypróbować lokalne specjały. Jestem już w tym narciarskim jedzeniu całkiem obeznana i postanowiłam zrobić mały przewodnik.