Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 października 2014

Przyjaźń damsko-męska? Nie sądzę.


Ta. Znów ambitny obrazek, ale nie bójcie się - jeszcze kiedyś ogarnę Gimpa, a wtedy blog będzie piękniejszy.
Przychodzę dzisiaj do Was z wpisem z serii luźnych przemyśleń bo.. w sumie dlaczego nie. Na dodatek, będę mówić o czymś, co zostało już w internetach wywrócone na drugą stronę i skomentowane w każdy możliwy sposób, a mianowicie o przyjaźni między kobietą a mężczyzną. jestem bardzo ciekawa waszej opinii w tym temacie i chętnie podzielę się swoją, więc.. zapraszam do czytania :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wszystko o pokoju ze skosami



Pomieszczenia na poddaszach mają w sobie jakiś taki urok. Wiele razy słyszałam od znajomych, że chcieliby mieć pokój ze skosami. Dzisiaj opowiem Wam trochę o tym ze swojej perspektywy, bo żyję w takim wnętrzu od ponad dwóch lat. Jest bowiem wiele rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę, a czasem nawet nie wpadną do głowy przy szukaniu idealnego miejsca do życia. A skośne ściany można spotkać przecież nie tylko w domach, ale i w blokach. Zaczynamy.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Co się zmienia po osiemnastce?


Wiele razy słyszałam plany swoich znajomych w stylu ,,co zrobię gdy będę dorosły". Będę robić co chcę. Będę wracać do domu, kiedy chcę. Rodzice nie będą mną rządzić. Pojadę na szaloną podróż życia. Pójdę na piwo. No sporo tego było. Większość osób w jakiś sposób na tą dorosłość czeka, ja - wręcz przeciwnie. Najchętniej zostałabym wieczną 17-stką. Bycie dorosłym mnie przeraża, zwłaszcza, że sama czuję się cały czas dzieciakiem, w pewnym sensie potrzebuję nadal opieki, obrony, miłości i nie potrafię sobie wyobrazić tej małej, zagubionej mnie w świecie, gdzie sama muszę o sobie decydować i za te decyzje odpowiadać. Albo co gorsza - opiekować się kimś innym. Ja, która ususzyłam kaktusa na wiór, a kot gdy ma zostać ze mną sam na dłużej niż jeden dzień, chyba robi sobie zapasy myszy. Wczoraj skończyłam 18 lat i wiecie co wam powiem? Nie jest tak źle.
Jest dokładnie tak samo. Nie znalazłam ani jednej nowej zmarszczki, czy siwego włosa. Nie muszę nagle podejmować życiowych decyzji. Rodzice nadal mają wpływ na to, co robię, bo to moi rodzice i nie umiałabym powiedzieć ,,nara, jestem dorosła". Przy czym moi rodzice są super i nie mam z nimi jakichś większych problemów. Teoretycznie mogę prowadzić samochód, ale i to tylko teoria, bo oczywiście zostawiłam wszystko na ostatni moment i nie wyrobiłam się ze skończeniem kursu przed urodzinami. Mogę legalnie pić alkohol, ale do tego jakoś bardzo mnie nie ciągnie - drinki na imprezach są ok, ale to raczej tyle. 
Nadal jestem tą samą mną, tym wiecznym dzieciakiem, który płacze o każdy drobiazg, strzela fochy ale potrafi też cieszyć się każdą nowo odkrytą rzeczą, każdym momentem, każdym uśmiechem... Tak więc wszyscy wy, którzy liczycie, że wasze życie odmieni się wraz z tą magiczną datą - porzućcie nadzieję. Moje się nie odmieniło i chwała mu za to.
A nie. Zmieniła się jedna rzecz. Mam taką wizję: wchodzę do sklepu, stawiam na ladzie jeżynowe Somersby, kasjerka prosi mnie o dowód a ja rzucam nim i blat. I nie dlatego, że chce się napić. To po prostu moja dziecinna zachcianka, żeby poczuć się dorosłą.

piątek, 18 kwietnia 2014

Nowe życie w okularach

Okulary to dla mnie dość ciężki temat. Teoretycznie powinnam je nosić już od dawna. Poprzednie kupiłam w 1 klasie gimnazjum (4 lata temu) i chyba nigdy nie pokazałam się w nich publicznie.Sami chyba rozumiecie dlaczego.. ;)

Ok. Na zdjęciu nie wyglądają aż tak tragicznie, ale ja naprawdę źle się w nich czułam. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, dlaczego wybrałam akurat te, ale przypuszczam że za namową mamy i/lub pani ze sklepu.

Moja wada wzroku nie jest bardzo duża, mam niewielką krótkowzroczność i astygmatyzm. Astygmatyzm jest u mnie największym problemem, bo widzę niewyraźnie nie tylko z daleka, ale nawet z bliska (nie mam problemu z czytaniem ksiązek itp, ale widzę znaczną różnicę kiedy patrzę na siebie w lustrze w okularach i bez nich), do tego obraz jest zniekształcony. Dochodziły jeszcze bóle głowy i różne inne rzeczy, których w żaden sposób nie łączyłam z wadą wzroku.

Jak wspomniałam, moja wada nie jest bardzo duża, wiec przez kilka lat chodziłam bez okularów i jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało, bo po prostu nie miałam porównania. Nie widziałam numerów autobusów czy też twarzy ludzi, ale po prostu potrafiłam bez większego problemu z tym funkcjonować. Ale nadszedł dzień, kiedy zamarzyło mi się zrobić prawo jazdy i jeździć sobie samochodem. A bez okularów nie było takiej opcji...

Zaczęło się chodzenie po salonach optycznych, które za każdym razem kończyło się załamaniem nerwowym i stwierdzeniem ,,kupcie mi nową twarz". Serio, lubię siebie, ale po prostu żadne okulary do mnie nie pasują. Z przeciwsłonecznymi miałam ten sam problem - dopiero w zeszłe wakacje udało mi się nabyć okulary w których wyglądam znośnie i są one w kształcie serduszek. Yolo.
Miała wielu doradców - mamę, chłopaka, przyjaciółkę. Wszyscy mieli odmienne wizje ale raczej zgadzali się ze mną, że bez okularów wyglądam lepiej. 

Nie chciałam okularów w stylu tych starych, czyli takich bez widocznych oprawek, bo wyglądam z nich zbyt poważnie, a to bardzo mi się nie podoba. Nie chciałam również żadnych wzorków, wolałam raczej jakiś uniwersalny kolor, który pasowałby do wszystkiego. Jako pierwszy przychodzi na myśl czarny, ale ten zupełnie mi nie pasuje. Nawet brązowy jest za za ciężki dla mojej drobnej twarzy. Więc padło na... różowy.


Kupując okulary stwierdziłam, że co tam, raz się żyje, i tak będę je zakładać tylko do samochodu. Tyle, że tak się nie da. Kiedy już przyzwyczaiłam się do świata w okularach (z początku miałam wrażenie, że wszystko jest zniekształcone, kręciło mi się w głowie i ogólnie było dziwnie), moja wada wzroku zaczęła mi poważnie przeszkadzać.Teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia w szkole, bo chodząc po mieście zwykle je zdejmuję. Od kiedy mam okulary, nie boli mnie głowa, nie mam problemów z przepisywaniem z tablicy i wiem, który autobus jedzie ^^ Nadal twierdzę, że bez okularów wyglądam dużo lepiej , ale model który wybrałam nie rzuca się za mocno w oczy i jestem z niego naprawdę zadowolona. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę, ale wiem że sporo osób ma podobne myślenie jak ja i woli narażać swoje zdrowie, zamiast po prostu się przełamać ;) Ja mam to szczęście, że moja wada nie pogłębiła się jakoś znacznie, ale różnie mogło być. Także - noście okulary. Do nowego wyglądu da się przyzwyczaić a komfort patrzenia jest zupełnie inny :)

poniedziałek, 31 marca 2014

O fobiach

 Każdy z nas czegoś sie boi. To jest całkowicie normalne. Problem pojawia się, kiedy strach nie jest już tylko strachem, a zaczyna być czymś większym - paniką, koszmarem. Jeszcze gorzej jest, kiedy ten strach jest irracjonalny, a w przypadku fobii najczęściej właśnie tak jest. I w sumie po to piszę tego posta. Bo ktoś, kto nigdy czegoś takiego nie doświadczył, po prostu nie zrozumie. I ja chcę wam pomóc zrozumieć. Często się właśnie z takim brakiem zrozumienia ,,bo to przecież tylko mały pajączek, nic ci nie zrobi, on się przecież boi bardziej od ciebie". Uwierzcie, nie boi się. I naprawdę zdaję sobie sprawę, że on mi nic nie zrobi. O to właśnie chodzi w fobiach. Nie boję się, że mnie ugryzie, zje, podrapie czy cokolwiek innego. Boję się, że się zbliży. Boję się tego, że po prostu jest.

No to tak. Mam arachnofobię. Boję się też kilku innych rzeczy - wysokości oraz zamkniętych przestrzeni (do windy wejdę bez problemu, ale np. pod łóżko już nie), ale zdecydowanie to właśnie pająki przerażają mnie najbardziej. Chociaż nie, w sumie nie pająki. Jeszcze gorsze jest to:
Fuj. Aż nie wierzę, że zamieszczam to na moim blogu, ale patrzenie na zdjęcie jestem w stanie znieść, choć nie mogę powiedzieć, że nie budzi we mnie żadnych emocji. To gorsze, bo w sumie wygląda jak pająk a do tego lata. A nie lubię rzeczy, które latają - ciem, jętek, nawet motyli kiedy są za blisko mnie.

Na początek opowiem Wam, jak to się zaczęło, bo nie zawsze reagowałam na pająki tak źle. Kiedyś po prostu sie ich bałam, nie lubiłam, ale jakoś umiałam z nimi żyć. Potem pojechałam na plener malarski (w 2 klasie gimnazjum). Mieszkałam wtedy w domkach przy kościele, niedaleko Krakowa. W naprawdę przepięknym miejscu, pełnym ciszy i spokoju. No. I pająków. Tak się złożyło, że musiałam umyć włosy. I to było straszne. Łazienka pełna była tego latającego robactwa i wszelkich innych żyjątek. Wiecie, ja naprawdę próbowałam zachować spokój i wejść jak człowiek pod ten prysznic. Kumpele zabijały wszystko co się ruszało, ale w pewnym momencie po prostu nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać, krzyczeć i uciekłam. Dostałam histerii i przez dłuższą chwilę nie mogłam nawet złapać oddechu. 

Najgorsze są dla mnie właśnie takie miejsca, jak opisałam powyżej - kiedy czuję się otoczona i nie wiem dokąd uciec. Boję się patrzeć na pająki, odwracam wzrok i wmawiam sobie, że ich nie ma, ciągle mam takie myśli, że jak podniosę głowę to wpadną mi do ust czy coś takiego. Unikam takich miejsc, choć czasem jest to niemożliwe. Kto widział choć raz w życiu łazienkę na campingu? No właśnie. Raz w życiu trafiła mi się taka, gdzie po prostu wszystko było zamknięte i nie było opcji żeby jakiś zbłąkany zwierzaczek wleciał przez dziurę w drzwiach. A spanie pod namiotem bardzo lubię, wiec to trochę utrudnia życie. 

Co ciekawe, boję się również martwych pająków i nie lubię, gdy się je zabija. Kiedy jakiegoś znajdę w domu po prostu mówię tacie, żeby go wyniósł. Jeśli siedzi w kącie i się nie rusza. Po jeśli biega po domu, łazi, przebiera kończynami bądź jak ukazane wyżej zwierzątko - lata, zaczynam panikować. Nie umiem nabrać powietrza, płaczę, wrzeszczę, uciekam. A kiedy już pająk znajdzie się w rękach mojego taty, uciekam na drugi koniec domu - to też jest ciekawe, że każda osoba, która może mnie jakoś narazić na kontakt z pająkami, jest dla mnie zagrożeniem. I choć wiem, że tata we mnie nie rzuci tym ani nic z tych rzeczy, to jestem przerażona jeszcze bardziej.

Miałam kiedyś taki sen. Stałam w pokoju, a wraz ze mną kilka osób z najbliższego otoczenia, takich, którym ufam. Każda z nich miała ręce zawinięte w kulkę, wiecie o co chodzi. Nie wiedziałam co tam trzymają, mogłam się jedynie domyślać. Cofałam się, starając się od nich uciec, aż napotkałam ścianę. Nie miałam innej drogi ucieczki. W swoim śnie wyskoczyłam przez okno.

Jeżeli ktokolwiek z was, ma w swoim otoczeniu osobę która ma jakąś fobię (np. moja przyjaciółka boi się myszy) - nie tłumaczcie, że to przecież nie jest straszne. Nie próbujcie tej osoby ,,oswajać" z zagrożeniem ani tym bardziej straszyć tym czego się boi. To jest tak ogromny lęk, że takie zabawy pozostają w psychice na długo. 


To tyle o pająkach. Piszcie, czego wy boicie się najbardziej i czy macie metody, jak sobie z tym radzić :)