Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 września 2014

Dlaczego jeżdżenie rowerem do szkoły jest spoko?



Wiecie, jest jedna rzecz, która w wakacjach niezmiernie mnie denerwuje. Jestem takim typem człowieka, dla którego ważna jest organizacja czasu. Nigdy nie mam wszystkiego zaplanowanego co do minuty i nie mam nic przeciwko robieniu rzeczy totalnie na spontanie, ale lubię mieć w swoim życiu jakiś rytm. I bardzo dużo czasu zajmuje mi przestawienie się z jednego rytmu w jakikolwiek inny. W tym roku zajęło mi jakieś 6-7 tygodni, co oznacza, że kiedy tylko nauczyłam się oglądać seriale do 4 w nocy i wstawać później niż o 7:30, wakacje się skończyły. Nie mam jakiegoś wielkiego problemu ze spaniem, o dziwo, bo z tym zawsze najbardziej się męczyłam, ale mam problem ze zorganizowaniem dnia w taki sposób, aby się ze wszystkim wyrobić. Wliczając w to pisanie postów. Dziś więc coś na szybko, co może zmotywuje jakiegoś lenia do porzucenia starych, dobrych autobusów, a dla mnie będzie stanowiło motywację w przyszłości, bo na pewno będę jej w końcu potrzebować :)

środa, 27 sierpnia 2014

Poszukiwania idealnego roweru




Nadeszła wielka chwila. Ja, człowiek będący całkowitym zaprzeczeniem aktywności fizycznej i w ogóle wszelkiego wysiłku, zapragnęłam kupić sobie rower. Taki piękny, kolorowy, z koszykiem i bukietem kwiatów w środku. Ale to nie wszystko... Chcę tym rowerem jeździć do szkoły. Zmęczyło mnie wieczne gniecenie się w kilkadziesiąt osób w niewielkim busiku, zwłaszcza, gdy odległość między domem a szkołą to jakieś dwa kilometry. Plan jest ogólnie świetny, ale wykonanie już trudniejsze. Mam bowiem do swojego nowego rowerka dość duże wymagania...


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wakacyjne plany




Dzisiaj wpadam tylko na chwilę, bo jestem całkowicie pochłonięta przygotowaniami do wyjazdu, na który wybieram się już jutro. Całość wyszła dość spontanicznie, bo przez długi czas zupełnie nie wiedzieliśmy z P gdzie wybierzemy się w wakacje i dopiero pod koniec zeszłego tygodnia nasz pomysł nabrał jakiejś takiej konkretniejszej formy. Ruszamy jutro wczesnym popołudniem i zmierzamy w kierunku Węgier. Ostatecznym celem jest camping w okolicach Budapesztu, ale po drodze planujemy postój na Słowacji. Zostaniemy tam dzień lub dwa i zwiedzimy Bratysławę i Wiedeń.

piątek, 8 sierpnia 2014

Byłam nad morzem

Jak już wiecie z relacji z Red Bull Air Race, pod koniec lipca miałam okazję odwiedzić polskie wybrzeże. To dla mnie miła odmiana, bo nie byłam nad Bałtykiem jakoś od czasów podstawówki, a w tym roku odwiedziłam go już dwukrotnie i zapowiada się jeszcze jedna wyprawa pod koniec wakacji. Tym razem zatrzymałam się na campingu w Sopocie, jakieś 10 min spacerem od morza. Właśnie, morze... Morze bardzo mnie zaskoczyło, woda była niesamowicie ciepła - nawet w godzinach wieczornych mnóstwo ludzi chętnie się w niej moczyło. Sopocka plaża była puściutka, co również było nieco dziwne, bo ogólnie ludzi z mieście było bardzo dużo. Dojazd pociągiem z Sopotu do Gdyni był trochę straszny, wizja zostania wypchniętym z pociągu przez napierający tłum nie ułatwia podróżowania.
Nie mam zbyt dużo do opisania, bo nad morzem spędziłam tylko dwa dni, z czego dużą cześć czasu w Gdyni na mistrzostwach. Pokażę wam jednak kilka zdjęć, które streszczą moją wyprawę.. :)










No dobra. Wydało się, że chciałam wam pokazać stare auta, które odwiedziły nasz camping (ten miętowy ma piękne światla z tyłu!) i puchatego kota. Ale były tak fajne, że zasłużyły na posta... :)


środa, 6 sierpnia 2014

Lipiec w zdjęciach

Lipiec minął błyskawicznie, nawet nie zorientowałam się, kiedy rozpoczął się sierpień. Chwilowo postanowiłam zrezygnować z ,,przeglądu tygodnia". Dlaczego? Po pierwsze, nie miałam zupełnie czasu na szperanie w internetach i wyszukiwanie linków. Po drugie, mam zwyczajnie za dużo zdjęć z lipca, aby ograniczyć się do kilku. Mimo to, bardzo chcę się z wami tym podzielić. Z wami i z samą sobą, bo wszystko co tu wrzucam jest jakąś formą pamiętnika. Dzięki blogowi zdjęcia, które normalnie leżałyby samotnie na dnie dysku, stają się niezapomniane.


Na wyprzedażach w Tesco udało mi sie spełnić dziecięce marzenia (wcale nie takie dziecięce, marzyłam o tym całe życie) i kupić wielki zestaw cienkopisów Stabilo, przeceniony na 30 zł, o ile dobrze pamiętam. Jestem miszczem

Mały próbował udawać, że wcale nie jest czarny. Nie wierzcie mu. 


Znalazłam kolejny samochód swojego życia. Nie jest idealny, ale to, że stary mi wystarcza. Chociaż miętowy, który widziałam w Czarnogórze oraz kilka innych, które jeszcze Wam pokażę, było i wiele piękniejszych....


Znalazłam malutką żabę-modelkę. Niestety zaraz po sesji uciekła 




Kiedy ja zabawiałam się z żabką, mój brat próbował dorwał się do hipsterskiego roweru babci. 



Zupełnie nowy klimat w pokoju zapewniła mi nowiutka lampa z Ikei. Wygląda jak ogromny dmuchawiec i świetnie komponuje się z moim - całkiem sporym - pokojem. 



Nigdy nie umiem wyrzucić zwiędłych kwiatków i tak stoją, stoją i gniją....


Wzięłam udział w wyzwaniu smaku ogranizowanym przez Pepsi i dostałam całkiem fajne, niebieskie okularki (choć wskazałam Colę). Tym samym mój zbiór szalonych okularów powiększył się do czterech sztuk, co jest całkiem niezłym wynikiem, biorą pod uwagę, że dwa miesiące temu miałam tylko te serduszkowe. Ogólnie okulary - nie tylko przeciwsłoneczne - są u mnie dość problematyczną kwestią.


Pokochałam biedrę z dwóch powodów. Pierwszym jest Aero o smaku białej czekolady. Miętowe niezupełnie mi podchodzi, ale to jest całkiem smaczne.


Drugim powodem jest mleko w tubce czyli powrót do czasów dzieciństwa. Najlepiej smakuje na zimno, więc cały czas trzymam w lodówce i sączę powolutku. Ogólnie rzadko jem słodycze, ale od mleka chyba sie uzależniłam. Jako że jest płynne, moje wrażliwe zęby nie mają z nim żadnego problemu. Same plusy! :)


Kosmetyczną półkę zasilił balsam firmy le petit marseillais. Fajnie nawilża, szybko się wchłania i ma opakowanie z pompką, co jest bardzo wygodne. Do tego ma cudowny zapach, jakby lekko brzoskwiniowy, który na długo zostaje na skórze. Minusem może być cena, ok 15 zł za 250 ml, ale myślę, że będzie dość wydajny.


To już wszystko na temat lipca.Pominęłam miejsca, w których byłam, bo każde z nich doczeka się osobnego posta. Mam nadzieję, że sierpień będzie równie pełny wrażeń :)

wtorek, 29 lipca 2014

Fotorelacja z Mistrzostw Świata Red Bull Air Race w Gdyni


Miniony weekend spędziłam nad polskim morzem, na uroczym campingu w Sopocie. To był dość szalony pomysł, bo przejechałam cały kraj aby zobaczyć mistrzostwa świata w lataniu samolotami, które w sumie szczególnie mnie nie interesują. Ot tak, przyjemnie się na to patrzy, ale jedynie z ziemi. Mimo to zawody były naprawdę ciekawym widowiskiem i spędziłam nad Bałtykiem cudowne chwile. Zapraszam na relację.


Część pierwsza - zawody
W Gdyni byłam zarówno w sobotę jak i w niedzielę. Całość odbywała się przy nadmorskim bulwarze, a wstęp był całkowicie darmowy - trzeba było jedynie pokonać bramki z ochroną co nie było wcale takie proste, ze względu na wszechobecny tłum. Potem wystarczyło już znaleźc wygodne miejsce na plaży, rozsiąść się i podziwiać. A podziwiać było co, bo umiejętności pilotów były naprawdę na wysokim poziomie. Samoloty latały nad morzem, na bardzo niskim pułapie. Trasa wyścigu obejmowała bramki mierzące czas, slalom i kilka ostrych nawrotów. Bramki wymagały dużej precyzji, bo samolot musiał się zmieścić w w polu o wysokości 10 m, o ile dobrze pamiętam i szerokości 13 m. Komentatorzy podawali informację, że rozpiętość skrzydeł samolotu wynosi 8-9 m, co pozostawia nieco ponad 2 m marginesu z każdej strony. Przy prędkości nawet 370 km/h - bo taka była maksymalna możliwa prędkość w momencie startowania - te 2 metry wydają się być naprawdę niewielką odległością. 
  Przy takich prędkościach i zwrotach na pilotów działa ogromne przeciążenie i była naprawdę w szoku jak ludzie są w stanie to wytrzymać i jeszcze kontrolować. Wiem, że jest to efekt lat treningów i na pewno wrodzonego talentu, ale mnie, osobie która ma mdłości na karuzeli, nie mieści się to w głowie.
  Slalom pomiędzy wysokimi słupami również wyglądał imponująco. Samoloty mknęły pomiędzy nimi pochylone pod kątem 180 stopni i sama chwilami nie wiedziałam, czy akurat dany pilot leci głową do góry czy do dołu.
  Każdy uczestnik wykonywał trasę dwukrotnie. Warto wspomnieć, że w sobotniej konkurencji można było podziwiać również polskiego pilota - Łukasza Czepielę. 












Część druga - pokazy
W przerwach pomiędzy konkurencjami równiez nie można było się nudzić. Komentatorzy cały czas zagadywali widownię, dostaliśmy również czerwone i białe chorągiewki, aby cała plaża mogła zmienić się w polską flagę. 




Zorganizowane zostały również najróżniejsze pokazy. Najpierw tuż nad naszymi głowami przeleciało nowe dziecko Boeinga - Dreamliner. Byłam w szoku, bo pomimo ogromnych gabarytów, maszyna jest cichutka.




Kolejną atrakcją był występ grupy Breitling Jet Team. Załoga złożona z siedmiu pilotów wykonywała skomplikowane akrobacje przy pomocy odrzutowców. Cały pokaz wykonany był idealnie równo i bardzo precyzyjnie, samoloty latały razem, pojedynczo, wymijały się ze sobą na najróżniejsze sposoby, i wznosiły na ogromne wysokości, aby zakończyć pokaz wyrzuceniem świecących rac w powietrze. Całość przy akompaniamencie doskonale dobranej muzyki stanowiła imponujące widowisko. 





środa, 16 lipca 2014

Kosmetyczne odkrycia ostatnich tygodni

Pachnie wiosną nie jest z założenia blogiem kosmetycznym. Nie uważam, żebym miała jakąś wielką wiedzę na ten temat plus pisanie o kosmetykach wydaje mi się takie.. mało ambitne? Nie zmienia to jednak faktu, że od czasu do czasu lubię takie posty czytać na innych blogach, więc w sumie czemu nie spróbować u siebie. Może dzięki temu ktoś odkryje kosmetyk życia? Produkty, które wam pokażę, zostały nabyte w ciągu ostatniego miesiąca, z wyjątkiem jednej rzeczy, którą mam już nieco dłużej. Zapraszam do oglądania.

Gloria - maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych.
Zacznę od tego, że uwielbiam maski do włosów. Po pierwsze, lubię mieć ładne włosy, a po drugie, wyglądają tak pięknie ustawione w rządku w łazience. Gloria designem nie powala, ale działanie wynagradza wszystko. Na ten produkt polowałam już od dawna i dorwałam go w końcu w ogromnym Auchan we Wrocławiu. Kosztowała jakieś 5 zł za 240 ml więc cena jest naprawdę niska.Włosy są po niej przyjemnie miękkie, nie mam problemów z rozczesaniem. Do tego moich włosów zupełnie nie obciąża - piją ją jak wściekłe.



Mrs. Potter's - balsam z aloesem i jedwabiem
czyli kolejny kosmetyk do włosów zdobyty w tym samym Auchan za uwaga... niecałe 7 zł za 500 ml odżywki. Co prawda jest dość rzadka i lejąca się, przez co jej wydajność jest na pewno nieco mniejsza. Włosy nie są tak miękkie jak po Glorii, ale przyjemnie błyszczą i mniej się puszą.



Essence - eyebrow stylist set
Wiecie, do tej pory żyłam bez żadnych produktów do brwi, nie czułam jakiejś wielkiej potrzeby ich podkreślania. Są jasnobrązowe i w miarę ogarnięte więc... teoretycznie po co. Ale w praktyce, podkreślenie brwi potrafi zmienić nieco rysy twarzy i dopełnić makijaż. Paletka Essence jest dostępna np. w Naturach i kosztuje około 11 zł. Do wyboru mamy dwie wersje - dla brunetek i blondynek. Ja mam zestaw dla brunetek, ale używam głównie jaśniejszego cienia. Idealnie komponuje się z moimi brwiami. Do zestawu dołączony jest malutki, poręczny pędzelek i trzy szablony z różnymi brwiami. Raczej ich nie używam, ale fajnie jest taką pierdółkę mieć. Jedyną wadą jest niewygodne zamykanie - aby dostać się do cieni trzeba wszystko wyjąć z pudełeczka

.

Essence - colour flash volume mascara
Kolorowych tuszy do rzęs używałam gdzieś na przełomie podstawówki i gimnazjum, jednak nigdy nie były one zbyt dobrze widoczne na moich dosyć ciemnych rzęsach. Tutaj mamy do wyboru kilka kolorów - poza moim jest jeszcze jaśniejszy niebieski, miętowy, różowy i fioletowy. Dostępne są w Naturach za niecałe 12 zł. Poza mocnym i ślicznym kolorem, mają świetną konsystencję - są rzadkie, dzięki czemu łatwo jest równomiernie pokryć całe rzęsy, choć trzeba nałożyć kilka warstw. Czaję się na różowy.







Catrice - camouflage cream
Ten korektor zna już chyba cała blogosfera. Dostępny jest w Naturach i Hebe za 10-11 zł, ale kupienie najjaśniejszego odcienia graniczy z cudem. Mi udało sie go zdobyć już dość dawno i całkowicie go uwielbiam. Odcień 01 jest lekko żółty, czyli idealnie dopasowany do mojej skóry. Krycie jest niesamowite, do tego malutki słoiczek nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce.



poniedziałek, 14 lipca 2014

A może Moszna?



W ostatnich tygodniach sporo podróżowałam po Polsce i zwiedziłam kilka cudownych miejsc. Możecie więc spodziewać się kilku nowych wpisów podróżniczych, choć postaram się, aby nie było zbyt nudno, powrzucać między nie jakieś urozmaicenia :)

Zamek w Mosznej chciałam zobaczyć już od bardzo dawna. No wiecie, po pierwsze jest piękny a po drugie... no ej, to przecież Moszna. LO to tylko na papierze, w środku jestem niedojrzałym gimbusem. Ale do rzeczy. Miniony weekend spędziłam w moim ukochanym Wrocławiu. Wracając, postanowiliśmy nieco zboczyć z trasy i przejść się na spacer po zamkowych ogrodach. To był genialny pomysł, o czym zaraz się przekonacie.



Na początku zaznaczam, że dojazd do zamku nie jest najłatwiejszy. Droga jest dość słabo oznakowana (znaki są, ale kilka kilometrów wcześniej) i gdyby przewodnik wyprawy w postaci mojego Dziadka nie był tam wcześniej, pewnie zawrócilibyśmy w połowie. Zaparkować również musieliśmy kawałek wcześniej, ale to akurat nic strasznego, bo szło się bardzo przyjemnie :) Po drodze zaliczyliśmy krótki postój na całkiem smacznych lodach.





Sam budynek widywałam na zdjęciach już wielokrotnie, ale na żywo jest jeszcze piękniejszy. Wiecie, z reguły nie kręcą mnie zamki i tego typu zabytki, wszystkie są dla mnie do siebie podobne i jakieś takie martwe. Jest zamek w Mosznej jest zdecydowanie najładniejszym jaki widziałam do tej pory. Wygląda jak żywcem wyjęty z logo Disneya i jest tak bardzo bajkowy, że aż chce się być księżniczką. Z zewnątrz można go sobie oglądać za darmo, jednak aby dostać się do parku trzeba uiścić opłatę w wysokości bodajże 4 zł za małego człowieka i 6 zł za dużego. Bilet upoważnia nas również do zwiedzenia parteru budynku. Co prawda znajduje się tam głównie restauracja i kawiarnia, jednak warto również je zobaczyć, bo są utrzymane w bardzo ,,zamkowym" stylu.






Park jest naprawdę duży i piękny, pełen ogromnych drzew liczących sobie nawet 300 lat i ogromnych połaci zieleni. Jeśli postanowicie się tam wybrać, warto zabrać ze sobą dobre jedzonko i jakąś książkę i przeznaczyć trochę czasu na relaks na świeżym powietrzu. Można tam spacerować naprawdę długi czas, lub rozsiąść się wygodnie na zamkowym tarasie.









Kiedy już obejdziemy całe ogrody, można wybrać się do stajni. Teoretycznie trzeba kupić tam osobny bilet, lecz podczas naszej wizyty nie było tam żywej duszy. Stara stajnia pełni swoją funkcję do dzisiaj, można wybrać się konno w teren lub przejechać bryczką. Kryta ujeżdżalnia wygląda naprawdę porządnie, a budynki pełne są zadbanych koni. Moją ulubioną częścią została chyba stajnia dla klaczy ze źrebakami. Były już nieco podrośnięte, ale proszę, źrebaki zawsze są słodkie.





W stajni znajdziemy również wydzielony fragment z mini zoo. Są tutaj najróżniejsze gatunki kur (nawet takie z piórami na nóżkach o.O), struś, króliki czy zabawne zwierzątko o nazwie ostronos. Podobno są też alpaki, świnie i inne okazy, ale wszystkie pochowały się w swoich domkach.




Na koniec jeszcze kilka migawek z powrotnego spaceru.




Zdjęcia, które pojawiły się w tym poście były upiększane osobami Piotrka i Basi.